A dlaczego akurat wtedy?
Od paru lat odżywa w Polsce, zapomniana w okresie PRL’u, lecz sięgająca korzeniami daleko wcześniej, gdyż aż do pierwszej Rzeczypospolitej, tradycja hucznego obchodzenia, tak zwanych dni miasta. Ustalenie dnia danego święta jest sprawą dość trudną, jedne miasta preferują daty, gdy ich patroni (o ile takowi istnieją) obchodzą swoje kalendarzowe imieniny. Inne z kolei przywiązują wagę do daty nadania praw miejskich i obchodzą w ten sposób swego rodzaju rocznicę tego wydarzenia. Jeszcze kolejne upamiętniają jakiś inny ważny w historii miasta dzień i bez głębszego uzasadniania łączą wybraną datę z świętem miasta. Podejście takie może wydawać się mało poważne, jednak czasem bywa spowodowane dość konkretnymi powodami. Jakimi? Samo świętowanie dni miasta zwykle winno służyć integracji miejskiej społeczności, budowaniu poczucia wspólnoty wśród mieszkańców oraz promocji miasta. Naturalnym jest zatem, że w większości przypadków miejscy włodarze starają się zorganizować jakiś koncert, festyn, jarmark czy inne przyciągające szeroką publiczność wydarzenie, przy którym można równocześnie trochę zmniejszyć koszta imprezy przez ustawienie takich dodatków jak budki z jedzeniem, stoiska z watą cukrową, cymbergaj, trampoliny i inne typowo jarmarczne atrakcje. Równocześnie jednak taki event wymaga co najmniej sprzyjającej aury, zatem w polskim klimacie – jeśli nie chcemy przesadnie ryzykować – w grę wchodzi ograniczony okres czasowy, od maja do września. Jeśli zatem miasto uzyskało prawa miejskie na przykład w grudniu, to zdecydowanie bardziej rozsądnym rozwiązaniem jest wyszukanie innego sprzyjającego gromadnemu, publicznemu świętowaniu terminu. Być może za datą nie będą wówczas wcale kryły się żadne ważkie wydarzenia lub historyczne ciekawostki, ale z pewnością i tak wspólne świętowanie da mieszkańców (a zatem i miastu) znacznie więcej niż jakieś smutne, małe i praktycznie niezauważone obchody w, dajmy na to połowie grudnia przy zacinającym śniegu z deszczem.
