Domowi Rambo.
Stare powiedzenie głosi, iż od przybytku głowa nie boli. Z pewnością jest to prawda, jednak jak się okazuje często może nas rozboleć coś zupełnie innego… i mówimy tu wcale o portfelu. Wielu z nas ma skłonność do kupowania rzeczy na wyrost, gdy chodzi o jedzenie kupujemy go zbyt wiele, gdy chodzi o samochód kupujemy taki, którym z pełną mocą nie będziemy mogli pojechać nigdzie w naszym kraju, etc. Podobnie sprawa ma się z amatorami drobnych napraw, którzy lubią kupować bardzo profesjonalny sprzęt, w grupie tej przodują zwłaszcza mężczyźni. Panowie mający często wykonać w domu drobną naprawę potrafią obłożyć się sprzętem, jakiego nie powstydziłby się niejedna profesjonalna ekipa. Zamiast pędzla kupują oni agregaty malarskie, zamiast lutownicy nabywają sprzęt pozwalający nie tyle na lutowanie co, na profesjonalne zgrzewanie doczołowe, a zamiast piłki do drewna fundują sobie piły mechaniczne godne zawodowych syberyjskich drwali. Postawa taka prowadzi często do prawdziwych nieszczęść, gdyż wielu panom wydaje się, że profesjonalne urządzenia obsluguje się równie łatwo jak każde inne amatorskie narzędzie. Pół biedy, jeśli zniszczą oni jedynie rzeczy, które mieli zamiar naprawić, zwykle jednak zabawa z fachowym sprzętem kończy się poważną kontuzją użytkownika lub co gorsza także i innych domowników. Amerykańscy lekarze, mają nawet osobny termin na takie przypadki – „home rambo” – , a zajmują one coraz wyższe noty w szpitalnych statystykach. W Polsce póki co liczba domowych Rambo jest jeszcze zbyt niska, aby odnotowywać ją w statystykach wypadków, jeśli jednak wierzyć szpitalnym plotkom – to i tak rośnie ona bardzo szybko i kto wie, może już wkrótce doczekamy się polskiej nazwy dla tego zjawiska.
