Odkrywcza wyprawa do Kolumbii

Pewien czas temu, pospołu z moją psiapsiółą byłyśmy na eskapadzie, gdzieś w okolicach Kolumbii – tak ogólnie to Ameryka południowa. Głównie, intrygowały mnie tamtejsze pejzaże, jak również chłopska architektura. W szczególności, zaś ciekawił mnie taras z drewna, który niegdyś spostrzegłam na interesującym filmie geograficznym.
Podczas gdy po ponad tygodniowym pobycie za granicą powróciłam do mojego własnego domu, zaplanowałam, iż sprawię sobie zbliżony duchem taras. Bez trudu, odnalazłam w sieci, wszystkie materiały i projekty niezbędne ro realizacji projektu. Przede wszystkim, trzeba było dobrze umiejscowić taras w moim ogrodzie tak, aby nie przeszkadzał, a także był dość nasłoneczniony. Dzisiaj tak myślę i mniemam, że była to niechybnie najtrudniejsza z czynności, które musiałam zrealizować, żeby skopiować południowoamerykański widok. W następnej kolejności przyszła godzina na załatwienie wszelkich potrzebnych surowców. Naturalnie musiało to być drzewo. Ale nie byle jakie. Wyobraziłam sobie, iż będzie to drewno egzotyczne. W niemal jakimkolwiek sklepie z drzewami egzotycznymi wybór był niesłychanie duży. Do doboru miałam tutaj odmiany takie jak garapa, lapacho, bangkirai, iroko, massaranduba, merbau, tauari, jak także wiele innych. Ja osobiście wyłoniłam drzewo bangkirai. Surowiec uodporniony na degradację biologiczną o przecudownej brązowej i czerwonobrązowej barwie z wieloma pasmami w ciemniejszych odcieniach. Po prostu deska tarasowa, którą wyselekcjonowałam, była doskonała w każdym calu, bezbłędnie wręcz dostosowana do moich słabości estetycznych. Montaż całkowitej konstrukcji trwał trochę ponad tydzień. W tej chwili gdy już mój przepiękny taras wywiera zazdrość jakichkolwiek sąsiadów, z pasją przesiaduję wręcz w ogrodzie i sprawdzam sieć w poszukiwaniu mebli ogrodowych, jakie jeszcze bardziej upiększą mój oryginalny taras.
